Reputation Management

DEMOKRACJA TO NIE PARTIOKRACJA

DEMOKRACJA TO NIE PARTIOKRACJA

Stan epidemii nie uzasadnia chyba paroksyzmów politycznych, z którymi mamy do czynienia od kilkudziesięciu dni. Okazało się, że struktura państwa nie jest gotowa sprostać takim wyzwaniom. Mimo, iż trudno mówić o jakimś stanie ekstremalnym - rządzący twierdzą nawet, iż nie ma przesłanek dla wprowadzenia stanu wyjątkowego.

 A jednak trudno uznać za normalne wszystko to, co dziej się z legislacją jak i z wyborami prezydenckimi. Wprowadzane są rozporządzenia z całkowicie absurdalnymi przepisami, zmienianymi wkrótce (wchodzenie do lasu), czy nawet praktycznie w trakcie ogłaszania rozporządzeń (odprawianie nabożeństw przez księży w maskach).

Jeszcze gorzej jest z ustawami. Nie można stworzyć sensownych projektów - zapisy merytoryczne są niedopracowane, a do tego nie wiadomo kto dopisuje do ustaw postanowienia w rodzaju wyłączania odpowiedzialności urzędników. Procedura to już zupełna zgroza. Posłowie głosują nad setkami stron przepisów, których nie mieli nawet możliwości przeczytać. Wszystko to jest jedną wielką fikcją - trudno właściwie powiedzieć, jakie będą realne skutki podejmowanych działań.

Jeśli uznać, iż bałagan który powstał nie jest adekwatny do zagrożenia, trzeba zapytać o jego faktyczne przyczyny. Diagnoza wydaje się jasna. Stan kryzysu, może nie znikomego, ale też nie zagrożenia egzystencjonalnego udowodnił niewydolność systemu politycznego. Jego istota to partiokracja, polegająca na stopniowym eliminowaniu klasycznych władz publicznych na rzecz dominacji partii. 

Niestety, problem polega na tym, że partie przez kilkanaście ostatnich lat nie bardzo nam się udały. Wyrosły struktury oportunistyczne, nastawione nie na troskę o interes narodu i państwa, a na interesy własne jako klasy, a może nawet kliki. To z tego powodu np. działania sejmu stały się fikcją. Stopniowo, nie tylko za rządów PiS, już wcześniej. Ograniczenie czasu wystąpień, praw opozycji, manipulowanie projektami rządowymi i parlamentarnymi. To, co zobaczyliśmy w ostatnich tygodniach, to tylko zwieńczenie procesu. Zjawiska, które sprawiają, że większość ludzi pyta - po co komu właściwie taki parlament?

Trudno powiedzieć, co będzie ostatecznym pretekstem, ale w najbliższym czasie musi dojść raczej do przesilenia. Może będzie to sprawa wyborów. A może raczej chaos, w ochronie zdrowia czy w gospodarce. Najgorzej, jak wydarzy się wszystko na raz.  Jak by nie było, mogą nastąpić dwie sytuacje - istniejąca w tym momencie większość parlamentarna zdecyduje, że trzeba podjąć realne lub tylko pozorne działania. Jeśli wybrane zostanie rozwiązanie drugie, kryzys zostanie zrolowany na krócej lub dłużej. W obecnych warunkach raczej na krócej a pogłębiający się chaos będzie co raz bardziej niebezpieczny.

Co jednak, gdyby choć przez chwilę ktoś pomyślał o tym, jak realnie coś zmienić?

Oczywiście, być może najlepiej byłoby napisać nową konstytucję i wiele podstawowych ustaw. Nie łudźmy się jednak, to wymaga czasu. Co zrobić, by przesądzić główny kierunek?

Trzeba zdeterminować, iż obecny system partiokracji jest wadliwy i zrobić coś, by już nie możliwy był powrót do niego za miesiąc czy kwartał, gdy sytuacja się uspokoi.

Fundamentem patologii są zasady finansowania partii politycznych. Jeśli rzecz polega na tym, iż partie z budżetu państwa pobierają relatywnie kwoty gigantyczne, a posłowie są pariasami którzy nic nie mogą, zdanymi wyłącznie na widzimisię liderów partyjnych - taki system prędzej czy później musi się zakończyć totalnymi rządami partii. Czy twórcy tego systemu od początku tak to zaplanowali, jest przedmiotem ciekawej dyskusji. Chwilowo można to pominąć jeżeli tylko znajdzie się większość parlamentarna dla przerwania tej patologii. 

Jeśli dalsze zmiany mają być możliwe, to musi być jeden z pierwszych kroków. Przesądzających o tym, że nie ma powrotu do tego, co widzieliśmy przez ostatnie kilkanaście lat. No bo zadajmy pytanie. Jaki jest właściwie dorobek PO i PiS? Za czasów PO Polskę opuściły miliony ludzi. Wybudowano infrastrukturę w zakresie likwidacji podstawowych zaniedbań. Rządy PiS przyniosły przede wszystko 500+, co jest kontrowersyjnym osiągnięciem - patrząc z perspektywy czasu strefa ubóstwa znowu rośnie a dzieci już nie przybywa (w 2019 roku zanotowaliśmy najniższy przyrost naturalny od II wojny światowej!). Poza tym obie partie ograniczały się do bieżącego zarządzania. Jeśli nawet bez wielkich wpadek (załóżmy), to też bez wielkich sukcesów. A w sytuacji kryzysowej, jak obecnie, pozostaje jedynie debatować - to co robią jest bardziej straszne, czy śmieszne.

Szybkie i definitywne zamknięcie tego systemu wymaga bardzo prostych kroków. Można to załatwić jedną, nawet niezbyt długą ustawą. W ustawie o partiach politycznych z dnia 27 czerwca 1997 roku trzeba po prostu wykreślić przepisy art 28 do 34c mówiące o subwencji z budżetu państwa. Jeśli chcemy by pozostało finansowanie polityki ze środków publicznych (bo obawiamy się patologii korumpowania życia publicznego przez bogatych lub czynniki zewnętrzne), zaoszczędzone w ten sposób środki należy podzielić między posłów.

Obecne sytuacja, że parlamentarzysta, posiadający mandat swoich wyborców (w odróżnieniu od partyjnego aparatu) jest nikim, polega właśnie na tym, kto ma pieniądze. Poseł czy senator posiada relatywnie niewielką pensję własną (obniżoną kilka lat temu) i znikome środki na biuro. Jeśli mamy wydawać pieniądze publiczne na ten cel, powinny one iść nie do partyjnych centrali w Warszawie, a do lokalnych środowisk posłów i senatorów w całej Polsce. Tak, by mieli oni pieniądze na realne przygotowanie się do prac parlamentarnych. Innymi słowy, wykreśleniu przepisów w ustawie o partiach politycznych powinno odpowiadać dopisanie w ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora z dnia 9 maja 1996 roku trzeba by dodać art. 23a o mniej więcej takiej treści: Obecną kwotę subwencji partyjnych należy przeliczyć na ilość średnich krajowych. Potem tę liczbę podzielić przez 560 (suma ilości posłów i senatorów) i zadeklarować, iż biura poselskie otrzymują roczne takie kwoty na swą działalność. No i oczywiście opisać bardziej szczegółowo zasady działalności biur ich kontroli.

Jeśli polski parlament podjąłby takie decyzje, na następny dzień nic nie byłoby jak obecnie. Być może nie od razu wszystko byłoby idealnie, ale takiego cyrku jak w tej chwili, pewnie dłużej byśmy nie oglądali.

Ryszard Skotniczny

25 kwietnia 2020